Image ref 131167451. Copyright Shutterstock No reproduction without permission. See www.shutterstock.com/license for more information.
Legia Warszawa kończy rok 2025 w całkowitej katastrofie. Po porażce 0:1 z Piastem Gliwice w zaległym meczu 1. kolejki PKO BP Ekstraklasy (14 grudnia), stołeczny klub pobił niechlubny rekord: 11 oficjalnych spotkań z rzędu bez zwycięstwa. To najdłuższa taka seria w ponad 100-letniej historii „Wojskowych” poprzedni antyrekord z 1966 roku wynosił 10 meczów. Ostatni raz Legia wygrała 23 października, pokonując Szachtar Donieck 2:1 w Lidze Konferencji. Od tamtej pory: remisy, porażki, stracone prowadzenia i rosnąca bezradność.Kryzys jest wielowymiarowy. Legia odpadła już z Pucharu Polski (po dogrywce z Pogonią Szczecin) i z Ligi Konferencji (porażka 1:2 z FC Noah w Armenii przesądziła o braku awansu do fazy pucharowej). W Ekstraklasie „Wojskowi” zimują w strefie spadkowej na 17. miejscu, z ryzykiem spadku szacowanym na ponad 30% według symulacji. Najbogatszy klub w Polsce, z największym budżetem i najdroższą kadrą w historii, walczy o utrzymanie. To brzmi jak ponury żart.Winę za ten upadek ponosi przede wszystkim Dariusz Mioduski, właściciel i prezes od 2017 roku. Sezon zaczął się od zatrudnienia Edwarda Iordănescu, który został zwolniony pod koniec października po serii słabych wyników. Od tamtej pory Legia nie ma stałego trenera tymczasowo prowadzi ją Iñaki Astiz, były obrońca klubu bez doświadczenia w samodzielnej pracy na najwyższym poziomie. Negocjacje z Markiem Papszunem (byłym mistrzem z Rakowem) ciągną się miesiącami, obnażając chaos w zarządzie. Dyrektorzy sportowi – Michał Żewłakow i Fredi Bobić nie potrafili szybko znaleźć następcy, a Mioduski wielokrotnie powtarzał te same błędy: częste zmiany trenerów, brak konsekwencji w budowie zespołu i ignorowanie sygnałów ostrzegawczych.Fani mają dość. Na meczu z Piastem Żyleta eksplodowała transparentami i przyśpiewkami pod adresem Mioduskiego: „Mioduski won!”, „Sprzedaj klub!”. Kibice czują się oszukani obietnice rewolucji, wielkie transfery, a w efekcie historyczna kompromitacja. Nawet Zbigniew Boniek, legenda polskiego futbolu, nie gryzie się w język: wskazuje na konieczność zwolnienia kluczowych działaczy i radzi Mioduskiemu „opcję amerykańską” czyli dymisję części zarządu.Czy to naprawdę najgorszy kryzys od 50 lat? Tak od czasów, gdy Legia była blisko degradacji w latach 70. XX wieku. Wtedy klub się podniósł, ale dziś problem jest systemowy. Mioduski włożyły miliony w infrastrukturę i akademię, ale sportowo Legia zmierza w dół od lat. Brak europejskich pucharów wiosną oznacza ogromne straty finansowe, możliwy exodus graczy i dalsze problemy.Pytanie brzmi otwarcie: czy czas sprzedać klub? Wielu kibiców mówi „tak”. Mioduski nie chce podobno wycenia Legię wysoko i nie ma zamiaru ustępować. Ale jeśli nie dojdzie do radykalnych zmian (nowy trener, czystki w zarządzie, realna strategia), 2026 może przynieść coś, czego fani Legii nie wyobrażają sobie nawet w najgorszych koszmarach: spadek z Ekstraklasy.Przed przerwą zimową pozostał jeszcze jeden mecz 18 grudnia z Lincoln Red Imps w Lidze Konferencji. To spotkanie o pietruszkę, ale nawet tam przedłużenie serii do 12 meczów byłoby symbolicznym dna. Legia potrzebuje cudu, by się odbić. A może po prostu nowego właściciela, który przywróci blask Łazienkowskiej?
